piątek, 1 marca 2019

GOSPODARSTWO PO OJCU. JOSEPH HAUSNER (1818-1857).

Heinrich trzymał rodzinę i gospodarstwo twardą ręką. Od początku było wiadomo, że Joseph przejmie schedę po ojcu. Mając niecałe dwadzieścia lat jeździł na targi do Łańcuta, do Leżajska, do Kolbuszowej sprzedając zboże, owoce, inne produkty. Z Kolbuszowej było blisko do Wildenthal (Dzikowca), gdzie mieszkała rodzina Rhein. Niejeden raz jechał przez lasy w tamtą stronę oglądając się za siebie z niepokojem i nerwowo poganiając konia na odgłos trzaskających gałęzi przy drodze. Historie o rozbójnikach i obławach za nimi często gościły w domowych, wieczornych opowieściach.

Rheinowie należeli do pierwszych osadników w założonej w 1783 r. kolonii. Joseph spotkał córkę Rheina, Annę Marię, w Kolbuszowej. Po ślubie w 1840 roku zamieszkali w Dornbach. Poprzez ich najstarszą córkę, urodzoną 17 czerwca 1841 r. Annę, splotły się losy rodzin Hausner i Schoenborn. Wspólne zabawy na drodze wiodącej przez Dornbach, wspólne wyprawy nad Złotą, wspólna szkoła. 16 września 1860, już po śmierci ojca, Anna została żoną Adama Schoenborna (1835-1918).

3 sierpnia 1847 r. Joseph, obok żony Mathiasa Wagnera Walburgi, był chrzestnym Heinricha Hausnera, syna Heinricha i Kathariny z Bilgerów. Walburga była siostrą ojca Heinricha. Rodzice małego mieszkali od dnia ślubu w roku 1830 w domu nr 3, który stał jeszcze latem 2003 roku, a w zbiorowej pamięci mieszkańców współczesnego Tarnawca zachowało się, że "tam mieszkały jakieś Hausnery". Bilgerowie mieszkali pod numerami 2 i 4. Pod "trójką" jako komornik u Heinricha Hausnera mieszkał Joseph Schoenborn, syn Adama, zanim przeniósł się do domu z numerem 46. 

Joseph Hausner miał trzy córki. Poza Anną była Rozalia - która połączyła Hausnerów z Krachami - oraz Katharina. Ta ostatnia mając lat dwadzieścia wyszła w 1864 roku za mąż za mieszkającego w Brzyskiej Woli Gregora Renna, Węgra, szeregowego 14 Pułku Huzarów. W 1845 roku urodził się jedyny syn Josepha, Franz.



W archiwaliach Weroniki Krach znajdował się "Spis byłych poddanych inwentarzowych kolonji Alt-Dornbach z załącznika do protokołu z 5-14 lutego 1866". Czytamy tam, że w 1866 roku w Dornbachu Hausnerowie mieszkali w domu nr 3 (Heinrich), nr 5 (Franz), nr 8 (Johann), nr 23 (Georg), nr 27 (Johann). Co się stało z gospodarstwem i domem pod numerem 9? Powinien tam gospodarzyć syn Josepha, Franz. Tymczasem ten jest pod piątką. Dziewiątka należy do Petera Schiffera. Odwiedzali się. Dzieci biegały od domu do domu. Kilka lat później ich potomkowie rozjechali się w różne strony. W przytoczonym spisie znajduje się informacja, że wykreślono z wykazu gminnego m.in. Johanna Hausnera nr 38 i Georga Hausnera nr 40.  

niedziela, 24 lutego 2019

WĘDRÓWKA DO MŁYNA W FEHLBACH. JOHANN HAUSNER (1820-1897) I KATHARINA PRESCH (1828-1897)

Johann był młodszym synem w rodzinie. Pozostawał bez wielkich nadziei na ojcowskie gospodarstwo, tym bardziej że minęły już czasy dostatku sprzed dwudziestu lat. Starszy brat Joseph poślubił niedawno Annę. Jego ojciec widział w roli przyszłego gospodarza.

Johann szukając zajęcia znikał na długie tygodnie najmując się do różnych prac - w pobliskich lasach przy wyrębie lub wypalaniu węgla, po Jaworowem u młynarza. Czy w trakcie tych wypadów poznał córkę młynarza z Fehlbach, Jakoba Prescha (1804-1876) i Margarethy Johann, Katharinę? Na pewno potem odwiedzał Fehlbach, bliźniaczą do Dornbach kolonię. W tych podróżach mogła towarzyszyć mu młodsza siostra Katharina. Mógł też Johann przyjechać do Dornbach z Jakobem Kochem. W każdym razie w 1842 roku Jakob i Katharina założyli rodzinę. Cztery lata później Johann po ślubnej uroczystości 16 czerwca 1846 r. przywiózł swoją Katharinę do Dornbach. Ciasno było w domu ojca - z Josephem, Anną i małym Franzem. Zamieszkali w domu leżącym prawdopodobnie po drugiej stronie Złotej, być może na kawałku ziemi Hausnerów przylegającym do Nowego Dornbachu, pod numerem 38. Latem 1848 roku Katharina była brzemienna. Wśród pochodzących z Niemiec krążyło takie powiedzenie charakteryzujące oczekiwania wobec żony: "dobra żona, wzorowa gospodyni, czuła kochanka, dobra lekarka, wspaniała kapłanka".

Johann musiał dalej wędrować po okolicy w poszukiwaniu zarobku. Robił to niechętnie. Odradzali mu sąsiedzi. Od wiosny 1846 roku docierały do nich wieści o niepokojach w Galicji. Polacy występowali przeciw Austriakom, chłopi mordowali szlachtę. W roku 1848 na Węgrzech wojna, w Wiedniu i Berlinie walki na ulicach, Kraków bombardowała austriacka artyleria. 27 marca 1849 r. urodził się Johann. Poród przyjęła Katharina Beigert. Dwa dni później chrztu świętego udzielił staruszek ks. Leopold Lewicki. Chrzestnymi byli bliscy Hausnerom Johann Schoenborn i Elisabeth Bilger, żona Philipa Bilgera. W metryce proboszcz napisał o rodzicach małego jako o ubogich chłopach, wyrobnikach. Albin Hausner wymienia kolejne dzieci: Philip, Michael, Heinrich, Elisabeth, Barbara, Katharina, Margherita.

Tym rodzinnym uroczystościom od 1834 roku towarzyszyły nowe organy. Od kościoła po kuryłowskiej stronie rzeki słychać je było z daleka. Podobno w przeszłości stał tu jakiś zameczek, po którym pozostały resztki wbudowane w plebanię. W roku 1841 kościół pod wezwaniem św. Józefa został rozbudowany. Tę datę wmurowano nad wejściem. Sześć lat później świątynię konsekrował ks. bp Franciszek Wierzchlejski.

W następnych latach rodzinę dotknęła jakaś klątwa. Mały Heinrich odszedł mając zaledwie jeden rok. Michael zmarł w 1859 roku zaraz po urodzeniu. O córce Elisabeth Albin napisał, że spaliła się. Na początku lat sześćdziesiątych Johann z rodziną zdecydował się opuścić Dornbach. Właśnie urodził się Adam. Nie było już tutaj dla niego miejsca. Najstarsze dziecko mogło mieć ok. 15 lat. Musieli więc wyjechać wszyscy. Decyzja była trudna dla licznej rodziny. Jan miał upatrzony młyn w Werblach koło Jaworowa. Gospodarzył tam tylko trzy lata. Wtedy prawdopodobnie rękę wyciągnął teść Jakob. Miał już lat blisko sześćdziesiąt. Prowadzenie młyna było dużym wysiłkiem. Około 1866 roku Johann i Katharina oraz Johann, Philip, Barbara, Margherita i Adam osiedli w Fehlbach. 

sobota, 2 lutego 2019

ZWYCZAJNE DNI I DNI ŚWIĄTECZNE W DORNBACH.

Z Dornbachu blisko było na skraj puszczy ciągnącej się od Sanu daleko na wschód. Mimo to leżącą na uboczu osadę dotykały różne galicyjskie zdarzenia. Rok 1831. Przez nieodległą rosyjska granicę przemykały nocą cienie. Na leśnych drogach skrzypiały koła wozów. To Polacy szli do swoich pobratymców toczących wojnę z Rosją. W tych latach w całej Galicji rozpełzła się cholera. Umierały setki ludzi. Całe wsie były wymarłe. Zamknęli się w Dornbachu. Nikomu nie było wolno jeździć za San. W latach 1844-1845 Galicję dotknęły ulewne deszcze, powodzie, nieurodzaj. Drogami wędrowały gromady ludzi głodnych i bez dachu nad głową.

Katharina piekła duże bochny żytniego chleba. Przez cały poprzedzający dzień w drewnianej dzieży wyrastało na zakwasie ciasto. Trzeba było mieć dużo siły, aby je dokładnie wyrobić. Starsze dzieci pomagały formować okrągłe bochenki, które lądowały w plecionych, słomianych koszach. Piec był już rozgrzany. Z koszy bochny kładziono na drewnianej łopacie i kolejno wkładano do pieca. Chleba musiało wystarczyć na tydzień, albo i więcej.

Przy różnych okazjach odbywało się świniobicie. Był to pretekst do rodzinnego spotkania, w czasie którego częstowano "krwawą zupą" (die Metzelsuppe). Rodzina, sąsiedzi, kumowie śpiewali stare niemieckie pieśni. W śpiewnikach spisywano tradycyjne pieśni kościelne, szczególnie pieśni pogrzebowe i kolędy.

W pierwszy piątek po świętym Marcinie, po 11 listopada, osadnicy z Niemiec świętowali. Heinrich, podobnie jak inni gospodarze, w sobotę musiał się pokazać "na korbie", kiermaszu św. Marcina. Jego stragan mieli podziwiać; dostatni, kolorowy, duży. Tańce i zabawy trwały do niedzielnej mszy świętej. Był to czas radości, godzenia się skłóconych sąsiadów, pomagania tym którym się nie wiodło. 

Przed srogą zimą wszyscy myśleli o wszystkich. Losowano pięknie dekorowanego "wołu" (Kerwebom) i "baranka" (Kerwehammel). Polscy sąsiedzi mówili, że "Niemcy się ściskają na św. Marcina, bo kiermasz mają". Osadników można było wtedy zobaczyć w tradycyjnych strojach: mężczyzn w jasnoniebieskich surdutach i żółtych, skórzanych spodniach, a kobiety w koronkowych czepkach i krótkich fałdzistych spódnicach. 

Pilnowali swoich zwyczajów. Św. Mikołaj (der Pelznickel) chodził po domach i dzieciom kazał odmawiać pacierz. W Boże Narodzenie Dzieciątko Jezus obdarowywało dzieci jabłkami i orzechami, a w Nowy Rok rodzice chrzestni najmłodszym ofiarowywali pięć malowanych jaj. Ośmiu chłopców biegając między domami w Wielki Piątek i Wielką Sobotę ogłaszało grzechotkami czas nabożeństwa w kościele.

 

piątek, 25 stycznia 2019

GOSPODARSTWO. HEINRICH HAUSNER (1796-1844)

Na rysunku drzewa genealogicznego Albina Hausnera od imienia Franza poprowadzone są linie trojga dzieci. W zbiorze kopii akt metrykalnych, które Albin zebrał jest dokument tylko dla jednego syna. O pozostałych dzieciach historia rodzinna milczy. W jednym z wyciągów familijnych parafii tarnawieckiej pojawia się urodzona w 1810 roku córka Katharina, która wyszła za mąż za Andresa.



W śniegu, mrozie, radości minął pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia 1796 roku. 26 grudnia Katharina urodziła syna, Heinricha. Na chrzestnych Franz poprosił Franza Jose i Katharinę Stefanin. Niemalże rok później, 6 listopada 1797 r., w domu nr 24 u Vencestana Beigerta i Kathariny z domu Reising przyszła na świat córka. Po matce dano jej na imię Katharina. Beigertowie wraz z chrzestnymi  Vencestanem Tykiem i Kathariną Eerkierin cieszyli się na uroczystej mszy świętej w małym kościele na skraju Tarnawca.

1 czerwca 1813 roku Vencestan i Franz poprowadzili swoje dzieci do ołtarza. Heinrich Hausner nie miał jeszcze 17 lat, a Katharina Beigert nie miała lat 16. Świadkami byli Johann Beigert i Christian Hoffmann. Młodzi zamieszkali w domu Hausnera.

Heinrich po ślubie był jeszcze za młody, żeby przejąć gospodarstwo. Siedem lat później był już wymieniany jako jeden z najbogatszych gospodarzy w Dornbach, z 54 morgami ziemi. Większość sąsiadów miała 15-16 morgów, a jedynie szkole z gruntu gromady przydzielono 158 morgów. W połowie lat 90. XX wieku Janowi Hausnerowi - wnukowi Alfreda i prawnukowi Franciszka - pokazywano dawną ziemię Hausnerów: szeroki pas ciągnący się za rzeką Złotą, od kościoła w kierunku wschodnim. W 1820 roku Franz mógł już spoczywać na tarnawieckim cmentarzu.

Wiosną 1816 roku Złota nabrała dużo wody. Piaszczyste łachy Sanu były przykryte spienioną, burą wodą. Od wielu dni padał deszcz. W górach musiał stopnieć śnieg. Woda była już pod zwisającą ponad nurtem rzeki skarpą, z której sterczały korzenie chylących się nad rzeką drzew. Na mostku w Kuryłówce fale uderzały niemalże po nogach. Noc była ciężka. Nikt nie spał. Ludzie w ubraniach. Konie przy wozach. Co się dało zawinęli w chusty i prześcieradła. Gotowi do ucieczki. Wkrótce wyjrzało słońce. Wiele tygodni później wędrujący spod Łańcuta handlarze przywieźli wieści o wielkiej powodzi, o wsiach i polach zatopionych przez Wisłokę i Wisłę.

W roku 1818 urodził się najstarszy syn Heinricha, Joseph. 24 stycznia 1820 ochrzczono drugiego syna Heinricha i Kathariny, Johanna. Możliwe, że imię było po ojcu chrzestnym Johannie Hausner. Obok przy chrzcielnicy stała Anna, żona Johanna Beigerta.   



Na rysunku Albina przeczytamy imię trzeciego syna Heinricha i Kathariny: Wojciech. Skąd to imię polskiego świętego? Wydaje się to nieprawdopodobne. Czy kryje się za tym rodzinna tajemnica? A może to był Adalbert, Albert? Heinrich i Katharina utrzymywali bliskie kontakty z Kazimierzem Drzałowskim, organistą tarnawieckiego kościoła. Katharina była matką chrzestną urodzonej w roku 1831 Marianny Drzałowskiej, a także jej brata Ignacego. W 1829 roku urodził się Georg Hausner, a Marianna wiele lat później została jego żoną. Święto patronalne Jerzego i Wojciecha przypada 23 kwietnia. 

 

piątek, 18 stycznia 2019

KOLONISTA W DORNBACH. FRANZ HAUSNER (1758-?)

Przez kilka wiosennych tygodni Franz zbudował dom. Duży dwutraktowy, z oknami o profilowanych obramowaniach, z gzymsami okapowymi na zewnątrz. Na zewnętrznej ścianie znalazło się miejsce dla stiukowej figury św. Jana i aniołów. W późniejszych latach był wielokrotnie przebudowywany; stanął dom murowany w miejsce drewnianego. Pojawiła się półkolista wnęka z oknem.

 św. Jan z domu Bilgerów, Dornbach 2, fot. I.Rynkiewicz

Domy stały zwrócone szczytem do głównej drogi, po jej lewej stronie. Pokryte były dwuspadowymi dachami ze słomy i gontu, połączone w jedną całość ze stajniami. Od drogi nie stawiano ogrodzeń. Franz i sąsiedzi sadzili między domami a ciągnącymi się wzdłuż drogi rowami drzewa owocowe i lipy.

W gospodarstwach były konie, krowy, świnie, pługi. Franz, Heinrich, Anton i inni wychodzili w pole w lekkich butach, w spodniach pod kolana, w jasnych pończochach. Ślizgali się w błocie. Potem podpatrzyli sąsiadów z Kuryłówki i do prac w ziemi zaczęli ubierać się podobnie do nich. 

 Obraz S.Jaegera "Heimkehr vom Feld"

Blisko sto lat imiona w kolejnych pokoleniach brzmiały w języku niemieckim: Franz, Katherina, Anton, Johann, Heinrich, Marghareta, Elisabeth, Joseph, Karl, Jakob. Osadnicy bardzo długo żyli we własnym świecie utrzymując kontakty z sąsiadami z pobliskich kolonii. Tam szukali żon i mężów. Pomiędzy sobą świętowali. Najszybciej zaczęło się to zmieniać w koloniach katolickich, w tym w Dornbach i Fehlbach. 

W odpisie świadectwa ślubu wydanym w roku 1942 czytamy o Franzu i Katherinie z domu Weberin. Świadkiem tego ślubu był Anton Hausner. W księgach leżącej dwa kilometry od Dornbach-Tarnawca Ożanny odnotowano m.in. narodziny Evy Walkier, córki Josepha i Zofii Okońskiej (4.06.1792), której rodzicami chrzestnymi byli Heinrich Hausner i wdowa Marianne Krach. I to jedyne ślady pierwszego pokolenia rodziny Hausner przybyłej do Tarnawca. W 2 poł. XIX wieku proboszcz tarnawiecki sporządzał wyciągi familijne dla rodzin gospodarzy. Tam można odnaleźć pokolenie drugie. 




W 1812 na potrzeby niemieckich kolonistów została erygowana parafia  Tarnawiec. Służyła ona oczywiście także polskim mieszkańcom okolicznych wsi: Kuryłówki, Brzyskiej Woli, Ożanny i Jastrzębca. Przed ks. Leopoldem Lewickim, pierwszym proboszczem, stanęło trudne zadanie porozumienia się z tak różnymi parafianami.

niedziela, 13 stycznia 2019

BUDOWA JÓZEFIŃSKIEJ KOLONII

Świeżo budowane domy najczęściej składały się z dużej izby mieszkalnej, komory, sieni z kuchnią, małej komórki oraz stodoły i stajni na 6-8 zwierząt. Dostarczano również na miejsce odpowiedni budulec. W budowie osady obowiązywały szczegółowe instrukcje.



Określano liczbę zagród i wielkość gospodarstw. Każda kolonia obejmująca co najmniej 6 rodzin miała być możliwie jednakowego wyznania. Gminom przydzielano pastwiska, a osadnicy otrzymywali przydział ziemi zależny od ich stanu majątkowego. Nakaz cesarski zobowiązał kolonie do tworzenia szkół. Stosowne uposażenie i ziemię otrzymywał nauczyciel. Najlepiej była zaopatrzona karczma z podwójnym przydziałem ziemi. Pośpiech w budowie i niedbałość urzędników sprawiła, że domy były drogie i niedbale wykonane.

 Friedrich Kallmorgen "Zimowy poranek w galicyjskiej wsi"

Do października 1785 roku powstało 101 osad z 2133 rodzinami, w tym 893 rzymskokatolickimi. Gotowe były 1883 domy. Osiedlono zaledwie 3 nauczycieli i 1 akuszerkę. Do roku 1814 powstały 184 kolonie, w których zamieszkało około 20 tysięcy ludzi.



Gospodarstwa były przeważnie nieduże. To sprawiało, że życie osadników nie układało się dobrze. Powstało nawet wierszowane przysłowie:

Die ersten ward der Tod, Di zweiten litten Not, Erst die dritten hatten Brot.
Dla pierwszych była śmierć, Drudzy żyli w biedzie, Dopiero trzeci mieli chleb. 

niedziela, 6 stycznia 2019

"VIDUUS"

Wozy osadników toczyły się przez Tarnów, Pilzno, Rzeszów, Łańcut. Przed wiekami Kazimierz Wielki sprowadził tutaj Bawarczyków z Landshut. Hausnerowie w Łańcucie zjechali z głównego gościńca. W Leżajsku przekroczyli szeroko rozlany San. Kilkakrotnie zatrzymywali ich austriaccy żołnierze. Żądali okazania paszportu. Tak nakazywało zarządzenie gubernatora Antona Pergera z roku 1773, który chciał w ten sposób ograniczyć wędrówki osób podejrzanych.

Leżajsk leżał na wzgórzu wznoszącym się nad Sanem. Po zniszczeniach z XVII stulecia zapełnił się ludnością żydowską. Obok stał otoczony murami i basztami obronny klasztor OO. Bernardynów. W czasach naszej opowieści miasto było własnością Wojciecha hrabiego Miera, wkrótce wroga Konstytucji 3 Maja i targowiczanina. 

Wozy Hausnerów przejechały traktem łańcuckim przez Rynek w kierunku Niska. Zabudowania klasztoru widzieli potem z drogi przez Stare Miasto.

Wiosną 1786 roku minęli folwark tarnawiecki. W oddali widać było ścianę lasu ciągnącego się aż do rzeki Tanew i wzgórz Roztocza. W prawo piaszczysta, niezbyt uczęszczana droga znikała wśród pół nad Sanem. Po lewej stronie wznosiły się już ściany pierwszych domów kolonii.



Przysiółek o nazwie Tarnawiec powstał w drugiej połowie XVIII wieku w południowym krańcu Kuryłówki. Założona przez Zofię Odrowąż ze Sprowy osada została tak nazwana dla upamiętnienia Jana Krzysztofa Tarnowskiego, kasztelana wojnickiego i starosty sandomierskiego. Na początku wieku właścicielem był Alfred Potocki. W latach budowy kolonii  starostwo leżajskie znajdowało się w rękach Józefa Potockiego. Czwarta część majątku Potockiego została zajęta. W wójtostwach wsi Brzyska Wola, Dębno, Jelna, Łukowa, Wola Zarczycka powstały kolonie Gillersdorf, Koenigsdorf, Hirschbach, Alt i Neu Dornbach.


 Józef Potocki

Dlaczego osadę nazwano Dornbach? Za domami, aż do krętej rzeczki, ciągnęły się świeżo zaorane pola. Przy drogach, w miedzach, wyrastały krzaki tarniny. Cierniowy Potok? W brzeg, korzeniami wrastały stare olchy. Przy drogach dochodzących do lasu rosły jeżyny. Czy Dornbach to polski Tarnawiec?

Dwadzieścia rodzin osadników przez kilka dni obserwowało mierniczych dokonujących parcelacji dawnych dóbr królewskich. Kształt wsi i rodzaj budynków był ustalony przez austriacką administrację. Osadnicy tymczasowo mieszkali w zabudowaniach folwarku, w Kuryłówce, a niektórzy w Leżajsku. Skąd przybywali? W dokumentach dotyczących Leżajska czytamy niemieckie nazwy: Bach w powiecie Biebrich, Reichenberg i Dollesheim w powiecie Posenheim, Theilscheim w Palatynacie, Dalsheim, Gundheim bei Worms... O Dornbachu wiem tyle, że osadnicy przybyli w południowych krajów Rzeszy. Bawaria? Oberpfalz? Frankonia?

W sąsiedztwie szkoły, po numerem 3, miało być budowane gospodarstwo Heinricha Hausnera. Dla Franza nieco dalej wyznaczono parcelę nr 9, a obok możliwe, że nr 8 dla Antona. To są jedynie przypuszczenia.

Taką samą próbą odtworzenia wydarzeń jest śmierć nieznanej z imienia żony Franza. Mogła umrzeć w podróży, albo ciężką wiosną 1786 roku już w Dornbach. Chorowała? Zmarła przy narodzinach dziecka? W pierwszych osadach była zaledwie jedna akuszerka, która wędrowała od wsi do wsi. Jej mogiła z metalowym krzyżem mogła być pierwszą w niemieckiej części tarnawieckiego cmentarza. Prawdopodobieństwo takich zdarzeń wynika z zapisu w aktach metrykalnych. Franz występuje jako "viduus", wdowiec. Miał 28 lat. Nowy dom potrzebował gospodyni.

W latach 1749-1751 J.Potocki na stromym kuryłowskim brzegu rzeki Złotej, na skraju Tarnawca, postawił murowany dworski kościół z barokowym ołtarzem i amboną. Przed tym ołtarzem 3 lutego 1789 r. klęczeli Franz Hausner i Katherina Weberin, aby ślubować sobie wierność i uczciwość małżeńską. Obok rodziców Katheriny i brata Heinricha ich radość dzielili świadkowie: Anton Hausner i Johann Burda. W kościele była zapewne żona Burdy, Margaretha Hausner; jedenaście lat starsza od Franza, możliwe że jego siostra.

 

ZASKAKUJĄCE ODKRYCIE...

  Co pewien czas przeglądam opublikowane w Genetece informacje i akta metrykalne. Tym razem zamiast wpisać "Hausner" wpisałem ...